Podziwianie dzieł artystów naturalnie popycha do własnych prób.
Jednak empirycznie stwierdziłam, że nie mam daru do sztuk plastycznych. Moim pracom bliżej do rysunków naskalnych niż Rembrandta. A Euterpe, muza muzyki, z pewnością odwróciła się do mnie plecami. Pisząc, słucham wyłącznie starych klasyków, w innych sytuacjach, każdej formy muzycznej.
Ale słowo, tak, słowem operuję na co dzień i mam w nim niejaką wprawę. Słowo to moje narzędzie pracy. Ponad trzydzieści lat w zawodzie nauczyciela pozwoliło mi na wyrobienie umiejętności sprawnej komunikacji.
W mieszkaniu mam ulubione biurko, przy którym piszę, najczęściej wieczorami – do późnych godzin nocnych. To mój kącik literacki z półką na tradycyjne słowniki. Kiedy wszyscy zapadają w sen, mnie do głowy przychodzą najlepsze pomysły. W ciszy, w odosobnieniu toczę potyczki z weną twórczą.
Pisanie to fantastyczny proces i cała jego magia polega na tym, że z eterycznej myśli powstaje coś namacalnego. Ponieważ bujna wyobraźnia podsuwa mi różne scenariusze, to przez lata zebrałam mnóstwo notatek do wykorzystania „na później”. Tak z luźnych scenek składam swoje opowieści.
Bycie autorem daje możliwość tworzenia własnych światów, przeżywania przygód, o których dobrze się czyta, ale niekoniecznie chciałoby się ich doświadczać naprawdę.
Pisanie to także metoda uporządkowania wewnętrznego świata, wykorzystania bezużytecznej wiedzy, zasłyszanych, wyuczonych, bombardujących z mediów informacji – bo skoro są, trzeba je jakoś zagospodarować. Niekiedy historię tworzą się same. Do chaosu informacji wystarczy dołożyć bohaterów literackich, miejsce i czas akcji, by stworzyć spójną całość.
Nie wiem czy jestem uosobioną prozą czy poezją; bliżej mi do epiki, liryki czy dramatu, stąd moje próby w różnych gatunkach literackich.
Mam to szczęście, że na literackiej ścieżce towarzyszy mi córka Izabela, mój największy krytyk, beta reader, motywator. Wspólnie snujemy tę nić wyobraźni.
Zapraszam Cię, czytelniku, do świata mojej literatury.